sobota, 30 października 2010

Jedna Sukienka

Byłam już prawie gotowa do wyjścia. Sukienka idealnie komponowała się z delikatnymi perełkami na szyi. Buty już dawno włożone na nogi. Subtelny makijaż, torebka…
Wcześniej nie przywiązywałam tak wielkiej wagi do tego, czy mam ubrać błękitną czy białą bluzkę. Dżinsy czy szorty. Wcześniej wszystko wyglądało inaczej. Prościej.
Nigdy wcześniej nie pozwalałam sobie na ekstrawagancję. Poezję. Czyste piękno. To miało tabliczkę: „Zarezerwowane na specjalne okazje”. Trzymane głęboko w szafie, za setką gratów, drobiazgów i detali. Do tej pory wystarczały mi te małe rzeczy do zaspokojenia własnych potrzeb. Nie potrzebowałam niczego więcej. Byłam szczęśliwa, bo w każdej chwili mogłam mieć na sobie coś innego. Inną sukienkę, inny naszyjnik, kolczyki… To dawało mi radość i poczucie niezależności. Wiedziałam, że zawsze mogę po prostu zrzucić z siebie to wszystko, co przestało mi się podobać i albo to wyrzucić, albo wrzucić głęboko do szafy. Być może kiedyś znów wyciągnęłabym tę chustkę i ponownie zarzuciła na siebie. Lubiłam to swoje życie. Wybory, które były tylko moje. Wszystko należało do mnie. Żyłam z dnia na dzień. Nie myślałam o tym, co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc. Nie przygotowywałam żadnych kreacji, zakładałam to, na co akurat miałam ochotę. A ona zmieniała się często. Bardzo często.
Tylko tą jedną, wyjątkową sukienkę przygotowywałam bardzo długo i skrupulatnie. Każdy szczegół był przemyślany. Każdy detal idealnie dobrany. Wszystko do siebie pasowało. Było idealnie…
Zapomniałam tylko o jednym. Byłam tak zapatrzona w tę sukienkę, że nie zwracałam uwagi na całą resztę. Rzeczywistość była obok mnie. Żyłam w innym świecie. W świecie fantazji. Jednak Świat okazał się dla mnie surowy. Ukarał mnie za to. Zabrał to, co tworzyłam bardzo długo i skrupulatnie. To, na czym mi wtedy zależało najbardziej. Sukienkę. I Świat ma to do siebie, że nie oddaje tego, co już raz zabrał. Co najwyżej może dać nowe materiały na wymarzoną i wyśnioną sukienkę…

A ja? A ja wyciągam z szafy wszystkie drobiazgi i szpargały, które tylko na krótko ukoją moją stratę.

sobota, 16 października 2010

wygrzebane. Gouda 2010

10.07.2010r.

Pierwsza kłótnia, pierwsze wióry i pierwsza wygrana bitwa. Nagroda okazała się nieporównywanie większa i cenniejsza niż mogłabym się spodziewać. Zero łez, zero nerwów i zero negatywnych emocji. Jakie to cudowne uczucie, gdy nie dość, że osiągnąłeś to co chciałeś, to w dodatku nie odczuwasz nic poza ulgą i radością. Po prostu buzia sama się śmieje.
A wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, gdy poszłam na kurs asertywności. I tu ukłon w stronę Uczelni i mojej determinacji, że uczestniczyłam w nim. Poza wieloma cennymi wskazówkami i radami, wyniosłam jedną, chyba najważniejszą naukę. Nie powinnam tłumić emocji. I jeszcze jedna rzecz. Mówić o swoich uczuciach w pierwszej osobie. Po kursie myślałam, że nigdy, a przynajmniej nie w tym stuleciu, te zajęcia mi się nie przydadzą. Nie mogłam bardziej się mylić. Jeszcze jakiś czas temu, przed kursem, siedziałabym teraz w jakimś kącie, najlepiej z fajką w ręce, użalała się nad sobą i zużywała i tak juz kończące się chusteczki. A dziś, teraz, siedzę na pięknym tarasie, na wygodnych fotelach, z widokiem na staw i kaczki. Mam czas, żeby przemyśleć pewne sprawy, wyciągnąć wnioski i więcej nie popełniać tych samych błędów.
Dużo czasu i wysiłku zajęło mi dojście do pewnego wniosku, który dziś, tu i teraz wydaje się być najprostszym z najprostszych. Tylko na moje nieszczęście zdaje się, że pewnych rzeczy nie da się już zmienić ani naprawić. Nie. Źle. Da się, ale najpierw trzeba mieć w sobie niespożyte zapasy samozaparcia i zdeterminowania, żeby tego dokonać. Jak do tej pory, mój Kielich Siły jest dopiero w połowie pełny. Ale nie w połowie pusty. Nauka z tego taka, że daję sobie na luz, przestaję uganiać się i tracić energię na rzeczy, na które nie mam wpływu. Skupiam się tylko na tych naprawdę ważnych i cennych sprawach, które pomogą mi idealnie ułożyć sobie życie. Bo już wiem co chcę osiągnąć, co chcę zbudować i jak, jakie państwa i miasta chcę zwiedzić i gdzie chcę spędzać wakacje. Wszystkie te rzeczy leżą tylko w mojej głowie. Wystarczy, że włożę trochę wysiłku i energii w to, żeby sięgnąć do odpowiedniej szufladki, wyciągnąć gotowy Przepis Na Sukces i trzymać się tego. Tak samo jak z przepisem na babkę cytrynową. Od kiedy korzystam z jednego tylko przepisu na to ciasto, zawsze wychodzi mi idealne. Ale skąd można wiedzieć który przepis to ten jedyny i najlepszy? W życiu nic nie ma za darmo. Najlepsza metoda? Metoda prób i błędów. Jasne że można pytać innych ludzi, który przepis spośród tysiąca wybrać, ale nie każdy lubi skórkę cytrynową i nie każdemu będą smakowały rodzynki. Po co na siłę zmuszać się do robienia i jedzenia babki cytrynowej, która zamiast soku z cytryny ma gorzką skórkę? Po co na siłę zmuszać się do czegoś, co wcale nie musi sprawiać nam przyjemności tylko dlatego, że tak jest łatwiej?

13.07.2010r.

Dzisiejszy dzień zatytułuję „Walka”. Staram się kontrolować swoje emocje, staram się wyładowywać złość i inne równie silne i negatywne emocje na kartonach i bułkach. Na chlebie, którego dziś wyrzuciłam około tysiąca. Bo jak do tej pory nie przyszło mi nic dobrego i pożytecznego z tego, że wyładowywałam złość na kimś innym. A nie na czymś innym. Jest mi trudno patrzeć jak coś, co mogłam mieć ja, ma ktoś inny. A jeżeli jeszcze dostanie to ktoś bliski, czuję się jeszcze gorzej. Bo to oznacza tylko, że niewystarczająco się starałam, włożyłam za mało wysiłku w to, żeby to zdobyć. Ale jest pewne stare i mądre powiedzenie, które mówi o tym, że człowiek uczy się całe życie. Na moje szczęście, nie straciłam jeszcze nic, bez czego nie mogłabym żyć. Zdarzały się porażki i upadki, ale jak do tej pory, spadałam tylko z tych niższych szczebli. Chcę się rozwijać. Czuję wewnętrzną potrzebę zdobywania wiedzy, a raczej umiejętności, które ułatwią mi życie za kilka, kilkanaście lat. Jak każda zmiana, ta też nie jest łatwa, ale mam świadomość, że później będzie mi coraz trudniej coś w sobie zmienić. Bo kiedyś chciałam zmieniać świat. Teraz chcę zmienić siebie. Nie. Nie zmienić. Ulepszyć. Moim największym sukcesem byłoby niepopełnianie tych samych błędów. A najlepiej byłoby uczyć się na błędach innych, ale powszechnie wiadomo, że najlepiej zapamiętujemy rzeczy i zdarzenia, które przytrafiły się nam samym. A jeszcze lepiej, gdy towarzyszą im silne emocje. Mam świadomość, że nie będę idealna, bo nie żyjemy w czasach utopii, ale chcę zbliżyć się do tej granicy Idealności.

Teraz, przez wakacje pracuję nad sobą, czytając książki, które pomogą mi zrozumieć siebie. Rok temu książka „Potęga podświadomości” tak zmieniła mój sposób patrzenia na świat i na siebie, że dalej chcę kontynuować mój rozwój w tę stronę. „Jak pogłębić inteligencję emocjonalną”. Tę książkę wybrałam na te wakacje.

Dwa lata temu, po wczorajszej sytuacji, byłabym wściekła na cały świat. Z nikim bym nie rozmawiała i o wszystko byłabym zła. Ale życie to nie bajka, nie głaszcze cię po jajkach.

Jest godzina 1.25. za 4 godziny musimy wstać, żeby na 7 zdążyć do pracy.

17.07.2010r.

Brak kontaktu ze światem. Czuję się jak za wielką wodą, odcięta od rzeczywistości. Żeby przetrwać, trzeba znaleźć sobie rozrywkę, ciekawe zajęcie, które pozwoli na chwilę zapomnieć o kłopotach i troskach dnia codziennego. Właśnie dlatego co roku robie sobie 6 tygodni wakacji, z dala od wszystkiego i od wszystkich. 6 tygodni spokoju, relaksu. Zegar zostaje zupełnie rozstrojony, codziennie wstaję o innej godzinie, idę spać o nieludzkich porach. Jem co chcę, albo raczej co mam. Teraz mam idealną pracę. poza tym, że mam zajęcie, to dodatkowo mam czas ekstra na „Analizę Życia”. Trafiło mi się to w idealnym momencie. Bo właśnie teraz potrzebuję dojść do pewnych wniosków. Przemyśleć, co jest dla mnie ważne i co powinnam poprawić, żeby wszystko sprawnie funkcjonowało.

Poznaję mnóstwo nowych i ciekawych osób, z którymi czuję się dobrze, żeby nie powiedzieć znakomicie. Mamy o czym rozmawiać. Jeszcze nie wiem, czy mamy podobne podejście do życia, ale mam jeszcze 4 tygodnie, żeby się o tym przekonać. Mam taką nadzieję. A podświadomość nigdy nie śpi. Cały czas czuwa.

1.08.2010r.

Huśtawka. Tak mogę zatytułować moje ostatnie trzy dni. Właściwie cztery. Trzy bez tego dnia, bo jest godzina 00.23. Pierwszy dzień – disaster. Osiągnęłam zupełne dno. Nie poradziłam sobie ze swoimi emocjami. Jednak człowiek potrzebuje snu. Czasu, w którym zregeneruje siły, odzyska wiarę w siebie i powróci do formy. Dzień drugi – Fresh Wind. Trzy godziny to wystarczająco dużo czasu, żeby poprzedni dzień wymazać z pamięci i przez następnych kilkadziesiąt godzin mieć zapas energii na nowe wyzwania. Fresh Wind. Dzień trzeci, a właściwie wieczór dnia trzeciego, należy zaliczyć do tych mniej udanych i przyjemnych tutaj. Początek dnia bardzo przyjemny. B.F. Będą jeszcze pierścionki z zegarkiem. Wieczór - zgodnie z uczuciami, ale i całkiem spontanicznie. Zobaczymy co się z tego urodzi.

Godne uwagi jest to, że łatwiej jest pisać i mówić o swoich gorszych chwilach. Te lepsze i cieplejsze staramy się zachować tylko dla siebie. Wtedy należą one tylko do nas. Tylko i wyłącznie do nas.

And I wonder if I ever crossed your mind

środa, 13 października 2010

True story

Widzisz moje oczy? To dobrze że nie, bo zobaczyłbyś w nich nicość. Tak całkiem niedawno była w nich sama radość i energia.
Ale...
Ale piękny i kolorowy sen nie trwa wiecznie. W końcu przychodzi taki moment, w którym musimy otworzyć oczy i zmierzyć się z szarą rzeczywistością. I przez kilka sekund możemy na zawsze już utrwalić nasz sen. Sprawić, że będzie on trwał dłużej. Tyle tylko, że ten sen jest już na jawie. Jest prawdziwy i realny. Musisz tylko dokonać wyboru, czy chcesz trwać nadal w tym śnie, czy chcesz się obudzić i być może wyśnić coś innego. Ale gdy przegapimy tę krótką chwilę, w której jesteśmy w stanie zapamiętać sen, ucieknie nam on i prawdopodobnie już nigdy nie powróci. Nikt inny nie będzie w stanie przypomnieć nam naszego kolorowego, pięknego snu, nikt nie ma takie mocy, żeby nam go zwrócić.

Jesteś tylko Ty i Twoja siła.

sobota, 9 października 2010

fairytale

Tysiące myśli, setki niewypowiedzianych słów, dziesiątki obietnic i tylko jedno marzenie. Jeden sen ubrany w miliony barw. Nie chcę się obudzić. Chcę w nim trwać i w nim żyć. Chcę mieć swoją bajkę.