Zadam jedno proste pytanie. To pytanie słyszałam już setki i tysiące razy i zawsze wydawało mi sie proste, żeby nie powiedzieć banalne. Zawsze sądziłam, że odpowiedzią na to pytanie jest to, żeby wykorzystać życie najlepiej jak się da. Żeby korzystać z niego i czerpać z niego same przyjemności. No więc na tym to nie polega! Ale najpierw zadam pytanie: PO CO ŻYJEMY NA TYM ŚWIECIE? Każdy człowiek, który doświadczył w życiu nie tylko samych przyjemności, ale też trochę przeżył, wie, ze życie to pasmo niespodzianek. Raz jest dobrze, a raz źle. Raz odnosimy sukces, raz upadamy i nie potrafimy się podnieść. Bierzemy życie całymi garściami, ale czy jest w tym sens? Czy jest sens w tym, żeby przeżyć to życie najlepiej jak potrafimy? Przecież i tak każdego z nas czeka w końcu to samo: śmierć. Więc po co starać się, wysilać, pracować? Tylko po to, żeby inni nas docenili i powiedzieli "jestem z Ciebie dumny"? Jeżeli komuś zależy na tych kilku nic nie znaczących wyrazach to oczywiście może się starać, latać w powietrzu i przenosić góry, a i tak nie będzie pewny, że usłyszy słowa uznania. Jedyną osobą, która może nas ocenić i ma do tego pełne prawo, jesteśmy My sami, bo każdy na tym świecie jest sam. Mówi się, że przecież mamy przyjaciół, którzy nam zawsze pomogą. Nic bardziej mylnego! Przecież wszyscy wiedzą, że każdy człowiek jest inny i ma inne potrzeby, więc jakim cudem ktoś inny może nam pomóc? Nikt tak do końca i na 100% nie jest bezinteresowny i zawsze chce coś w zamian, nawet jeśli nie mówi tego wprost. Mówi sie tak, bo wypada? Bo tak powinno być? Ale tak nie jest! A miłość i Ten Jedyny, Ta Jedyna? To już zupełnie inny aspekt.
Przytoczę prosty przykład z mojego jakże bujnego ostatnimi czasy życia. No więc miniony tydzień był jednym z tych najpiękniejszych; bo skończyłam 18 lat, bo świetnie się bawiłam na własnej imprezie, bo za kilka dni mam egzamin na prawo jazdy, bo dostałam 5 z chemii, bo pani z biologii nie pytała... i tak dalej i tak dalej. Jak widać, dużo dobrego się zdarzyło i nic nie wskazywało na to, że pewnego wieczoru wszystko weźmie w łeb. Kilka zdań może przekreślić całą radość, jaką sie nabrało w ciągu ostatnich kilku (kilkunastu) tygodni. Dlaczego człowiek jest tak nieuważny i naiwny, że popełnia malutki błąd na początku, który kończy się wielką klęską? Dlaczego nie ma takiego ograniczenia, do którego można się stoczyć, żeby zaraz powstać? Dlaczego życie jest tak okrutne i niesprawiedliwe? Tak, jest cholernie niesprawiedliwe, bo temu, komu zależy najbardziej, jest zawsze najtrudniej i zawsze najmniej (wcale) osiąga! Nikt nie docenia naszego wysiłku, patrzy się tylko na efekt końcowy. Przykładem, który może to potwierdzić, jest banalny przykład ze szkoły. Żaden nauczyciel na poziomie liceum nie pyta ile się uczyłeś, tylko czy się nauczyłeś i za to stawia ci ocenę. Nie liczy się dla niego praca i wysiłek, jaki włożyłeś w nauczenie się tego. Zupełnie inaczej jest na wychowaniu fizycznym. Tam liczą się tylko chęci! Tylko chęci i nic więcej! Dlaczego nie docenia się osiągnięć, tylko to, czy ktoś ma chęci, a wyniki ma bynajmniej nie najlepsze. Nie docenia się tych, którzy osiągają jakiś poziom, bo inni czuliby się pokrzywdzeni. A dlaczego inni nauczyciele nie doceniają wysiłku i pracy? To jest kolejny przykład niesprawiedliwości na tym podobno jakże cudownym świecie.
No więc jeszcze raz zadaję pytanie: jaki jest cel istnienia na tym świecie? Biolog powiedziałby, żeby zaludnić planetę, filozof - żeby się rozwijać, naukowiec - żeby odkryć kolejny wynalazek. A co powie zwykły człowiek?