To samo zjawisko zaobserwowane ostatnimi czasy w moim życiu, zabiera mi mnóstwo czasu. Czasu, który mogłabym poświęcić na coś kreatywnego, twórczego, konstruktywnego. Jestem zła sama na siebie, że nie potrafię nad tym zapanować. Nie potrafię przestać myśleć o tym, co się stało, dlaczego tak się stało. Czy może ta sprawa jeszcze wypłynie nieraz na powierzchnię. Sprawi, że znów stracę kilka dni. Zrobiłam listę plusów i minusów. 2:2. Wniosek jest jeden. Jestem zbyt słaba, by podjąć ryzyko. Za dobrze mi tak jak jest. A jednak... Momentami czuję się tak podle, że wolałabym cofnąć czas o kilka miesięcy i w ogóle nie dopuścić do podobnej sytuacji. Z drugiej strony tak bardzo boję się porażki, że wolę nawet nie próbować. A może bym wygrała? Nie wiem. I ta niepewność sprawia, że opadam z sił. Topnieją mi skrzydła od tego ognia.
Muszę znaleźć powód, żeby się odważyć. Żeby się nie spalić...