piątek, 27 kwietnia 2012

"I że Cię nie opuszczę"

I znów nadeszła ta chwila, kiedy potrzebuję pobyć sama, kiedy włączam sobie dramat, komedię romantyczną, która w pakiecie przewiduje paczkę chusteczek. Nastrój dopełnia muzyka. Tym razem Birdy. 
Miniony tydzień był wyczerpujący. Pełen pracy, pełen skupienia, podejmowania decyzji oraz brania za nie odpowiedzialności. Ale nie narzekam na to. To jest dobra praca. Nie męczę się fizycznie. 
Skończył się okres zajęć, które tak bardzo lubiłam. Które sprawiały, że zrzucałam z siebie odrobinę ciężaru. Te zajęcia pozwalały mi lepiej poznać siebie, ludzi, którzy mnie otaczają, ich myśli (przynajmniej te, które wyrażali słowami), ich nadzieje i marzenia. To były uskrzydlające momenty. Między żartami przewijały się ważne i bardzo ważne słowa, zdania...
Ludzie się zmieniają. Ich cele, pragnienia ulegają czasem rewolucji. Najgorszy moment przychodzi wtedy, gdy okazuje się, że obecne ich priorytety już nie są tymi, którymi były kiedyś. I to oddala nas od siebie. Buduje barierę, której nie da się przeskoczyć. Trzeba zburzyć mur, a zrobić to można tylko wspólnymi siłami. Ale gdy dla drugiej strony już to nie jest ważne, nie będzie się starać. To powoduje uczucie pustki, odrzucenia. Nawet uśmiech na twarzy już jest inny. Niby ta sama osoba, niby tylko kilka miesięcy...
Lęk przed odrzuceniem jest tak ogromny jak namiętność, pasja, które mogą się rozbudzić, gdyby pokonać strach i wyznać swoje uczucia.
Gdzie jesteś, K.??