zastanawiam się kim jest przyjaciel. Jaka to osoba. Czy musi posiadać jakieś konkretne cechy, które determinują to, że jest ona naszym przyjacielem. W którym momencie się nim staje.
Miałam teraz trochę czasu, żeby się nad tym zastanowić. Ale od początku. Czemu w ogóle taki temat przyszedł mi do głowy?
Zbędne są przykłady ludzkich zachowań, może uogólniam, ale nie rozpatruję każdego przypadku osobno i indywidualnie, ale w dzisiejszych czasach statystyka to podstawa. A ona niezbicie pokazuje, że osoba, która chce się zwać Przyjacielem, MUSI posiadać konkretne cechy. Po pierwsze i prawdopodobnie najważniejsze, to lojalność. Nie chcę nawet nazywać kogoś "kolegą/koleżanką", kto za plecami wiesza na mnie psy, gdy przy mnie jest słodki, uroczy i przekonujący. Można się pomylić, można ulec pierwszemu wrażeniu, które po jakimś czasie okazuje się fałszywe. Ludzie się zmieniają, ale ta zmiana nie wiąże się raczej z tym, że nagle przestaje on/ona być naszym przyjacielem. A może właśnie jestem w błędzie? Kto wie, czy czasem możliwa jest taka zmiana w kimś, że nagle okazuje się, że nie jest on już tą ważną dla nas osobą. Po drugie, szczerość. Chyba nikt nie chciałby mieć przyjaciela, który jest zakłamany, mówi nam tylko to co chcemy usłyszeć, nie chce naszego dobra. Gdy szczerze i z całego serca cieszyłam się z sukcesu osoby C wiedziałam, że to jest TO. Że od tej pory mogę tę osobę nazywać swoim Przyjacielem. Nie sztuką jest smucić się wspólnie z nim, sztuką jest cieszyć się z Jego szczęścia. Po trzecie, ale wcale nie najmniej ważne, jest umiejętność znalezienia czasu, sposobu, możliwości spotkania się, chociaż na krótką chwilę, gdy ta druga osoba tego potrzebuje. Nie chcę dzwonić kilkanaście razy i pytać, czy może on/ona ma czas. I tutaj okazuje się, dla kogo liczy się Twoje dobro, kto chce Ci pomóc, wysłuchać, poradzić, a może po prostu razem posiedzieć, popatrzyć w niebo i pomilczeć. Bo czy Przyjaciela można prosić o wspólne wyjście? On po prostu to czuje.
czwartek, 29 września 2011
czwartek, 15 września 2011
dedykowane. miało być
nie kocha się tak po prostu. nie kocha się bez powodu. nie kocha się mimo wszystko, jak się utarło w naszym społeczeństwie. Ci z nas, którzy tak sądzą, może po prostu nie wiedzą dlaczego kochają, może nie umieją tego wyrazić słowami i dlatego używają argumentu "kocham mimo wszystko". A może po prostu usprawiedliwiają się? Może szukają swego rodzaju potwierdzenia, że to miłość, a nie wymysł wyobraźni.
Ten post miał być dedykowany. Miał swojego odbiorcę, osobę, do której miał on trafić. Ale nie trafi. Bo: A) tracę szacunek do osób, które nie spełniają złożonych obietnic. I tyle wystarczy.
Przeczytałam niedawno, a może usłyszałam, pewne zdanie, które na długo pozostanie w mojej pamięci. A gdy je zapiszę, pewnie jeszcze dłużej będę o nim pamiętać. Dotyczyło ono tej podobno najważniejszej w życiu sprawy, jaką jest miłość. Mówię "podobno", bo według mnie ważniejsza jest przyjaźń. Ale może nie mam racji... Nieważne. Cytuję: "bo miłość to przekazywanie sobie nawzajem swojej pasji, dzielenie się nią, pokazanie jej i pomoc w zainteresowaniu nią. Nie kocha się za nic, kocha się właśnie za to COŚ, za pasję, za umiejętność jej zaprezentowania, za radość, jaką wywołuje samo mówienie o swoim hobby".
Gdyby te słowa nie były prawdziwe, na pewno nie wryłyby mi się w pamięć. Gdyby nie byłyby prawdziwe, na pewno nie wspominałabym z pewnym sentymentem swojego życia. Gdyby... Już wiem, że to nie piękne oczy, usta czy uśmiech, spowodowały, że przeżyłam to co przeżyłam. Albo nie tylko to! Było coś jeszcze. Właśnie pasja...
Ten post miał być dedykowany. Miał swojego odbiorcę, osobę, do której miał on trafić. Ale nie trafi. Bo: A) tracę szacunek do osób, które nie spełniają złożonych obietnic. I tyle wystarczy.
Przeczytałam niedawno, a może usłyszałam, pewne zdanie, które na długo pozostanie w mojej pamięci. A gdy je zapiszę, pewnie jeszcze dłużej będę o nim pamiętać. Dotyczyło ono tej podobno najważniejszej w życiu sprawy, jaką jest miłość. Mówię "podobno", bo według mnie ważniejsza jest przyjaźń. Ale może nie mam racji... Nieważne. Cytuję: "bo miłość to przekazywanie sobie nawzajem swojej pasji, dzielenie się nią, pokazanie jej i pomoc w zainteresowaniu nią. Nie kocha się za nic, kocha się właśnie za to COŚ, za pasję, za umiejętność jej zaprezentowania, za radość, jaką wywołuje samo mówienie o swoim hobby".
Gdyby te słowa nie były prawdziwe, na pewno nie wryłyby mi się w pamięć. Gdyby nie byłyby prawdziwe, na pewno nie wspominałabym z pewnym sentymentem swojego życia. Gdyby... Już wiem, że to nie piękne oczy, usta czy uśmiech, spowodowały, że przeżyłam to co przeżyłam. Albo nie tylko to! Było coś jeszcze. Właśnie pasja...
środa, 7 września 2011
jedno słowo
dochodzę do wniosku, że najgorsza jest niewiedza. najgorzej, gdy wiem, że coś jest nie tak, coś nie działa, ale nie wiem co. próbuję, naprawiam, ale wszystkie moje starania idę na marne. powiedz, co robię źle, gdzie popełniam błąd. po prostu powiedz. wtedy będę chwilę zła, raczej na siebie, ale potem mi przejdzie. I będzie lepiej. Coraz lepiej. Tylko powiedz...
tak, czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. gorzkie to słowa. ale prawda nie zawsze jest słodka i kolorowa.
niedziela, 4 września 2011
Dojrzewają jabłka w sadzie. Ja się zmieniam
Wczoraj usłyszałam w radiu piosenkę Eweliny Flinty "żałuję" i od razu naszła mnie pewna myśl. Czy mogę żałować tego, co się stało? Co się wydarzyło kilka dni czy kilka miesięcy temu? Czy w ogóle jest sens ubolewać nad przeszłością? Jakiś czas temu powiedziałabym że tak. Że mogę i mam prawo żałować tych kilku chwil. Być może tak, być może mam do tego prawo i wolno mi, ale PO CO! Teraz mogę powiedzieć, że kiedyś, gdy tak mówiłam, miałam w sobie jeszcze żal, czułam się rozgoryczona i oszukana. Ale teraz wyszłam na tak zwaną prostą (albo tak mi się tylko wydaje), wyzbyłam się negatywnych emocji i pretensji. Czuję się na tyle wolna, że doszłam do wniosku, że w życiu nie można niczego żałować. I chociaż te słowa są tak banalne i proste, to jednak przez to są prawdziwe. Mogę popełniać błędy. Popełniałam je, popełniam i będę popełniać. Ale sztuką jest dla mnie wyciąganie wniosków i niepopełnianie już tych samych błędów. Doświadczenie. W zrozumieniu tej prawdy pomogły mi pewne osoby, które szczęśliwie spotkałam na swojej drodze. Być może nieświadomie pokazywały mi gdzie popełniałam błędy i jak mogę ich uniknąć w przyszłości. Sama tego ŚWIADOMOŚĆ dodawała mi sił. Kilka cytatów, złotych myśli i własnych przemyśleń pokazały, że nie będę doskonała. Że pomimo wszelkich starań, zawsze zdarzy mi się jakiś błąd, przeoczenie, które być może będą miały wpływ na moje dalsze życie. Ale jak już kiedyś pisałam, mogę się tylko zbliżać do doskonałości i perfekcji. Doskonałość sama w sobie nie istnieje, to ja sama tworzę obraz tego, jaka chcę być, co chcę osiągnąć i co jest dla mnie ważne. Z czasem niektóre rzeczy się zmieniają, przekształceniu ulega moja hierarchia wartości, walczę sama ze sobą. Ale to jest dla mnie doskonałość. Posiadać cel i dążyć do niego.
"Nie narzekaj, że masz pod górę, kiedy zmierzasz na sam szczyt".
Subskrybuj:
Posty (Atom)