niedziela, 25 października 2009

Oderwana cząstka

Przyjechałam. Rozpakowałam zabawki. Mam całe kilka metrów kwadratowych tylko dla siebie. Grunwald na wyciągnięcie ręki. Tramwaj za tramwajem. Kilka ulic i uczelnia.
Jednym słowem Życie Studenta rozpoczęte!
Zupełny brak zajęć i obowiązków. Wracam do mieszkania. Jem, włączam kompa, forum, facebook, mail. Czasem kolejny odcinek na serialeOnline. Bo co więcej można robić? Czy codziennie można imprezować? Chodzić do klubów, bawić się i tańczyć? Jasne że można! Niesamowite, jak szybko można zapomnieć o tym, co się zostawiło w domu. Albo nie. Nie zapomnieć, tylko na chwilę o tym nie myśleć. Odciąć się od problemów, kłopotów i rozterek. Jestem realistką. Ale czy to znaczy, że każdą porażkę mam przeżywać kilka dni, tygodni (miesięcy??). Wyrosłam z tego już dawno temu.
Jeszcze nie tak dawno temu zastanawiałam się, dlaczego tak wiele osób chce wyjechać z rodzinnego miasta, mieszkać samemu, bez rodziców (i obowiązków sprzątania?). Przecież rodzice już dawno nie dają Ci szlabanu, nie nakazują Ci wrócić do domu przed 3 nad ranem. Mama zrobi Ci obiad, upierze, posprząta. Od czego tu uciekać? Albo do czego uciekać? Do Wolności pisanej przez duże W. Do robienia dokładnie tego na co masz ochotę i nierobienia tego, na co ochoty akurat nie masz. Żebyś mógł wybrać co chcesz dziś jeść albo czy w ogóle nie będziesz dziś jadł, bo: (1) nic nie masz w lodówce, (2) nie chce Ci się nic z tego robić. A może pójść po prostu do KFC i na Wielką Dolewkę? Zawsze są jakieś plusy. Możesz chodzić na imprezy, domówki, do klubów i barów, jeżeli tylko starczy Ci środków finansowych. I oczywiście jeżeli głowa i sumienie pozwoli. Bo finanse zawsze się znajdą, głowa zawsze wytrzeźwieje, ale własna moralność? Nie zawsze się znajdzie i nie zawsze wróci do stanu początkowego. Zawsze jakiś ślad może pozostać. Ale co z tego? Po co i dlaczego się tym przejmować? Czy życie nie jest za krótkie na odmawianie sobie wspólnych wypadów, wyjść na bilard czy choćby na meczyk w piłkarzyki. Na chwilę obecną wyrzuty sumienia chowam głęboko do szuflady. W rzeczywistości jak na razie nie mam takowych, ale... Ale co? Nie robię nic złego czy zdrożnego. Jak każdy mamy chwile lepsze i gorsze. Chodzi tylko o to, żeby wyciągnąć odpowiednie wnioski i żeby tych gorszych chwil było jak najmniej. Zawsze będą. Nikt nie jest idealny. Można się tylko zbliżać do perfekcyjności...