tracić nadzieję to jak tracić grunt pod nogami. z każdym dniem jeden kamyczek spada w dół. krawędź na której stoję staje się coraz węższa...
Albo skoczę w dół i być może stracę wszystko. Albo być może, tylko być może wyląduję na czterech łapach.
Odwagi! Tego sobie życzę.
czwartek, 2 sierpnia 2012
wtorek, 19 czerwca 2012
Po filmie
Powiadają, że czuje się motylki w brzuchu. Podobno na niczym nie można się skupić. Mówią, że człowiek unosi się wtedy nad ziemią. Nie mogę nic z tych rzeczy potwierdzić. Niestety.
Wyleczyłam się z tak zwanej miłości od pierwszego spojrzenia. Chyba nigdy w to tak naprawdę nie wierzyłam.
Odkryłam coś. Przyjemniej się spędza czas z drugą osobą, gdy ta osoba ma pasję. Coś, co kocha robić, coś co sprawia jej niewymierną przyjemność, co mogłaby robić cały dzień, a wieczorem usiąść i powiedzieć: "chcę jeszcze!". To jest piękne! To było wspaniałe uczucie słuchać o czymś, co sprawia drugiej osobie przyjemność i radość.
Nic nie stracę, gdy zaryzykuję. Tak mi powiedziały. Używały konkretnych argumentów, byłam skłonna im uwierzyć, ale. Ale chyba mój charakter mi na to nie pozwoli. Nie pozwoli mi tak po prostu się odsłonić, pokazać wszystko, wszystkie moje uczucia, emocje... Ryzyko odrzucenia jest potworne! Nawet gdybym wiedziała, że pozostał mi jeden dzień życia, nie wiem czy bym się zdecydowała wyznać mu wszystko. To siedzi gdzieś głęboko we mnie. Tak głęboko, że sama nie jestem w stanie nawet do tego sięgnąć i wyciągnąć na wierzch.
Postanowienie? Odnaleźć pasję!
Trzeba szanować, trzeba lubić, trzeba kochać, bo inaczej się zapomina!
Wyleczyłam się z tak zwanej miłości od pierwszego spojrzenia. Chyba nigdy w to tak naprawdę nie wierzyłam.
Odkryłam coś. Przyjemniej się spędza czas z drugą osobą, gdy ta osoba ma pasję. Coś, co kocha robić, coś co sprawia jej niewymierną przyjemność, co mogłaby robić cały dzień, a wieczorem usiąść i powiedzieć: "chcę jeszcze!". To jest piękne! To było wspaniałe uczucie słuchać o czymś, co sprawia drugiej osobie przyjemność i radość.
Nic nie stracę, gdy zaryzykuję. Tak mi powiedziały. Używały konkretnych argumentów, byłam skłonna im uwierzyć, ale. Ale chyba mój charakter mi na to nie pozwoli. Nie pozwoli mi tak po prostu się odsłonić, pokazać wszystko, wszystkie moje uczucia, emocje... Ryzyko odrzucenia jest potworne! Nawet gdybym wiedziała, że pozostał mi jeden dzień życia, nie wiem czy bym się zdecydowała wyznać mu wszystko. To siedzi gdzieś głęboko we mnie. Tak głęboko, że sama nie jestem w stanie nawet do tego sięgnąć i wyciągnąć na wierzch.
Postanowienie? Odnaleźć pasję!
Trzeba szanować, trzeba lubić, trzeba kochać, bo inaczej się zapomina!
piątek, 27 kwietnia 2012
"I że Cię nie opuszczę"
I znów nadeszła ta chwila, kiedy potrzebuję pobyć sama, kiedy włączam sobie dramat, komedię romantyczną, która w pakiecie przewiduje paczkę chusteczek. Nastrój dopełnia muzyka. Tym razem Birdy.
Miniony tydzień był wyczerpujący. Pełen pracy, pełen skupienia, podejmowania decyzji oraz brania za nie odpowiedzialności. Ale nie narzekam na to. To jest dobra praca. Nie męczę się fizycznie.
Skończył się okres zajęć, które tak bardzo lubiłam. Które sprawiały, że zrzucałam z siebie odrobinę ciężaru. Te zajęcia pozwalały mi lepiej poznać siebie, ludzi, którzy mnie otaczają, ich myśli (przynajmniej te, które wyrażali słowami), ich nadzieje i marzenia. To były uskrzydlające momenty. Między żartami przewijały się ważne i bardzo ważne słowa, zdania...
Ludzie się zmieniają. Ich cele, pragnienia ulegają czasem rewolucji. Najgorszy moment przychodzi wtedy, gdy okazuje się, że obecne ich priorytety już nie są tymi, którymi były kiedyś. I to oddala nas od siebie. Buduje barierę, której nie da się przeskoczyć. Trzeba zburzyć mur, a zrobić to można tylko wspólnymi siłami. Ale gdy dla drugiej strony już to nie jest ważne, nie będzie się starać. To powoduje uczucie pustki, odrzucenia. Nawet uśmiech na twarzy już jest inny. Niby ta sama osoba, niby tylko kilka miesięcy...
Lęk przed odrzuceniem jest tak ogromny jak namiętność, pasja, które mogą się rozbudzić, gdyby pokonać strach i wyznać swoje uczucia.
Gdzie jesteś, K.??
Miniony tydzień był wyczerpujący. Pełen pracy, pełen skupienia, podejmowania decyzji oraz brania za nie odpowiedzialności. Ale nie narzekam na to. To jest dobra praca. Nie męczę się fizycznie.
Skończył się okres zajęć, które tak bardzo lubiłam. Które sprawiały, że zrzucałam z siebie odrobinę ciężaru. Te zajęcia pozwalały mi lepiej poznać siebie, ludzi, którzy mnie otaczają, ich myśli (przynajmniej te, które wyrażali słowami), ich nadzieje i marzenia. To były uskrzydlające momenty. Między żartami przewijały się ważne i bardzo ważne słowa, zdania...
Ludzie się zmieniają. Ich cele, pragnienia ulegają czasem rewolucji. Najgorszy moment przychodzi wtedy, gdy okazuje się, że obecne ich priorytety już nie są tymi, którymi były kiedyś. I to oddala nas od siebie. Buduje barierę, której nie da się przeskoczyć. Trzeba zburzyć mur, a zrobić to można tylko wspólnymi siłami. Ale gdy dla drugiej strony już to nie jest ważne, nie będzie się starać. To powoduje uczucie pustki, odrzucenia. Nawet uśmiech na twarzy już jest inny. Niby ta sama osoba, niby tylko kilka miesięcy...
Lęk przed odrzuceniem jest tak ogromny jak namiętność, pasja, które mogą się rozbudzić, gdyby pokonać strach i wyznać swoje uczucia.
Gdzie jesteś, K.??
Subskrybuj:
Posty (Atom)