wtorek, 29 listopada 2011
3-2-1 spadasz!
To jest ta granica, po której nagle spadam na samo dno. Ale spadam z wysoka, więc mocno się odbiję! To wiem. Ale moment spadania będzie jeszcze chwilę trwał. Chwilo nie trwaj!
Jeszcze nie wiem jak się buduje tę otoczkę, która będzie odbijać wszystko co złe, a przepuszczać dobre, radosne i przyjemne momenty. Uczenie się to proces permanentny. Oby to była następna lekcja, którą odrobię;)
poniedziałek, 14 listopada 2011
awakening
raz za razem, jeszcze raz, kolejny raz... słucham i słucham i tysiąc myśli na minutę. Potrzebuję samopiszącego pióra, które zapisze je wszystkie...
Żałowałam, że nie zostałam jeszcze 4 tygodnie w Holandii. Żałowałam, że nie zwiedziłam tylu pięknych miast i miejsce, że pewnie już nigdy ich nie zobaczę. Żałowałam, że zostawiłam Mikę. Żałowałam, że nie dostawałam już tych pięknych przelewów na konto. Żałowałam...
Ale dostałam coś w zamian. Wypracowałam sobie myśl, która sprawia, że aż do teraz nie miałam chwili zawahania czy załamania. Przeczytałam kilka książek, napisałam mnóstwo sentencji i złotych myśli, do których wracam, gdy tylko pojawi się jakieś "ale" na horyzoncie. Miałam kilka ważnych rozmów z K., które umocniły mnie w moich przemyśleniach.
Nie miałam chwili, w której usiadłabym na dworze, napełniłabym kieliszek i pożegnała "sen co się przyśnił". Nie miałam, bo nie potrzebowałam. Bo wcześniej zorientowałam się, że nie tego potrzebuję. Że wylewanie łez tak naprawdę nic nie zmieni, że nie pozwoli mi zapomnieć o tym co było. Zaczęłam inaczej myśleć. Zmieniłam hierarchię wartości. "Gnało serce, o krok przed rozumem". Teraz skupiam się na tym, żeby serce uwierzyło w to, co mam w głowie. Co chcę zrobić, co chcę osiągnąć. Nie skupiać się na dalekiej przyszłości, ale cieszyć się z tego co mam i dążyć do małych sukcesów, bo to one są cegłami, które zbudują moją "daleką przyszłość". Każdy uśmiech, każdy gest którego jestem przyczyną, cieszy mnie o wiele bardziej niż prezenty, słowa, niż cokolwiek.
"Nie obejrzę się, już wiem". A nawet gdyby, to już z innymi emocjami, uczuciami.
poniedziałek, 10 października 2011
my own definition
Nigdy nie chciałam Cię zranić, ale chyba nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie wtedy zraniłeś. Kolejny raz uwierzyłam, że tym razem Cię zobaczę i kolejny raz się zawiodłam. Wypadki chodzą po ludziach, ale dla mnie to oznacza tylko tyle, że aż tak Ci nie zależało. Na tym, żeby dojechać. Na czas. Pamiętam, jak dzień czy dwa dni wcześniej upewniałeś się, czy nie zmieniłam zdania. Wtedy byłam prawie pewna, że tym razem się uda! Jednak życie kolejny raz mnie rozczarowało i pokazało, że wiara w innych czasem nie popłaca. Może to ja się zmieniłam? Może z biegiem czasu moja hierarchia wartości uległa zmianie? Może nawet tego nie zauważyłeś? Może ciągle chciałeś wierzyć, że dalej jestem tą małą dziewczynką? Może jestem, może mam jeszcze w sobie tą dziecięcą radość. Mam taką nadzieję.
Możesz na mnie liczyć, zawsze mogłeś. Ale to działa w obie strony. Nie jestem bezduszną i bezuczuciową istotą, którą można zawieść, powiedzieć nędzne "przepraszam" (albo nawet nie) i dalej bezgranicznie liczyć na jej wsparcie i oddanie. Nie, nie jestem taką osobą. Nie umie ukrywać emocji (a szkoda), wszystko możesz przeczytać w moich oczach. Jestem emocjonalna. Ból sprawiają mi błahe sprawy, których autorami są moi tak zwani przyjaciele. Przywiązuję wagę do ich słów, bo CHCĘ w nich wierzyć. Chcę ufać, że mnie nie zawiodą. Chcę mieć nadzieję, że nie odwrócą się ode mnie. Chcę...
A jednak. Dla niektórych z nich słowo "chcę" oznacza tyle co "ewentualnie kiedyś, może jutro, a może wcale". Dla mnie to jest egoizm. Nie to, że postępuję tak, jak sobie zaplanowałam, że dążę do tego, o czym inni nawet nie pomyśleli. Egoizm to ludzka cecha. Jednak posiada dwie strony. Dobrą i złą. Od nas samych zależy, którą z nich wybierzemy. A wybrać musimy.
czwartek, 29 września 2011
kłopoty
Miałam teraz trochę czasu, żeby się nad tym zastanowić. Ale od początku. Czemu w ogóle taki temat przyszedł mi do głowy?
Zbędne są przykłady ludzkich zachowań, może uogólniam, ale nie rozpatruję każdego przypadku osobno i indywidualnie, ale w dzisiejszych czasach statystyka to podstawa. A ona niezbicie pokazuje, że osoba, która chce się zwać Przyjacielem, MUSI posiadać konkretne cechy. Po pierwsze i prawdopodobnie najważniejsze, to lojalność. Nie chcę nawet nazywać kogoś "kolegą/koleżanką", kto za plecami wiesza na mnie psy, gdy przy mnie jest słodki, uroczy i przekonujący. Można się pomylić, można ulec pierwszemu wrażeniu, które po jakimś czasie okazuje się fałszywe. Ludzie się zmieniają, ale ta zmiana nie wiąże się raczej z tym, że nagle przestaje on/ona być naszym przyjacielem. A może właśnie jestem w błędzie? Kto wie, czy czasem możliwa jest taka zmiana w kimś, że nagle okazuje się, że nie jest on już tą ważną dla nas osobą. Po drugie, szczerość. Chyba nikt nie chciałby mieć przyjaciela, który jest zakłamany, mówi nam tylko to co chcemy usłyszeć, nie chce naszego dobra. Gdy szczerze i z całego serca cieszyłam się z sukcesu osoby C wiedziałam, że to jest TO. Że od tej pory mogę tę osobę nazywać swoim Przyjacielem. Nie sztuką jest smucić się wspólnie z nim, sztuką jest cieszyć się z Jego szczęścia. Po trzecie, ale wcale nie najmniej ważne, jest umiejętność znalezienia czasu, sposobu, możliwości spotkania się, chociaż na krótką chwilę, gdy ta druga osoba tego potrzebuje. Nie chcę dzwonić kilkanaście razy i pytać, czy może on/ona ma czas. I tutaj okazuje się, dla kogo liczy się Twoje dobro, kto chce Ci pomóc, wysłuchać, poradzić, a może po prostu razem posiedzieć, popatrzyć w niebo i pomilczeć. Bo czy Przyjaciela można prosić o wspólne wyjście? On po prostu to czuje.
czwartek, 15 września 2011
dedykowane. miało być
Ten post miał być dedykowany. Miał swojego odbiorcę, osobę, do której miał on trafić. Ale nie trafi. Bo: A) tracę szacunek do osób, które nie spełniają złożonych obietnic. I tyle wystarczy.
Przeczytałam niedawno, a może usłyszałam, pewne zdanie, które na długo pozostanie w mojej pamięci. A gdy je zapiszę, pewnie jeszcze dłużej będę o nim pamiętać. Dotyczyło ono tej podobno najważniejszej w życiu sprawy, jaką jest miłość. Mówię "podobno", bo według mnie ważniejsza jest przyjaźń. Ale może nie mam racji... Nieważne. Cytuję: "bo miłość to przekazywanie sobie nawzajem swojej pasji, dzielenie się nią, pokazanie jej i pomoc w zainteresowaniu nią. Nie kocha się za nic, kocha się właśnie za to COŚ, za pasję, za umiejętność jej zaprezentowania, za radość, jaką wywołuje samo mówienie o swoim hobby".
Gdyby te słowa nie były prawdziwe, na pewno nie wryłyby mi się w pamięć. Gdyby nie byłyby prawdziwe, na pewno nie wspominałabym z pewnym sentymentem swojego życia. Gdyby... Już wiem, że to nie piękne oczy, usta czy uśmiech, spowodowały, że przeżyłam to co przeżyłam. Albo nie tylko to! Było coś jeszcze. Właśnie pasja...
środa, 7 września 2011
jedno słowo
niedziela, 4 września 2011
Dojrzewają jabłka w sadzie. Ja się zmieniam
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
sobota, 2 lipca 2011
Po a jeszcze przed
niedziela, 12 czerwca 2011
rozdarta
środa, 27 kwietnia 2011
coś koło soboty
Podobno uciekamy tylko przed tym, co nas naprawdę przeraża.
Do czego zdolny jest drugi człowiek? Co takiego może uczynić, żeby zranić drugą osobę? Nawet jeżeli jest to jej największa miłość. Czego mogę się spodziewać po osobie, której ufam w 200 procentach, za którego mogłabym oddać życie? Czy mogę zupełnie się zatracić i oddać drugiej osobie? Oddać jej swoją duszę, ciało, umysł. Czym jest uzależnienie? Jest właśnie zatraceniem się, tak jakby rzucić się w przepaść mając tak ogromną wiarę (wyobrażenie?), że osoba, której ufam najbardziej na świecie, złapie mnie. Już wyciąga rękę, już się zbliża do mojej, gdy nagle ona gwałtownie ją odsuwa i uśmiecha się. Jednak moja wiara pozostaje niezmącona; ona na pewno mnie uratuje. Jak nie teraz, to za chwilę. I tak bez końca… A ja dalej spadam i spadam… Jedyne miejsce, gdzie mogę zupełnie bezkarnie i bezboleśnie marzyć i żyć w świecie fantazji i bezkresnej wiary, są moje sny. W nocy mogę być dowolną postacią, jaką sobie wymarzę, mieć wszystko czego zapragnę i wtedy wiem, że nic złego mi się nie stanie. Że nie będę oszukiwana, że będę szczęśliwa, że nie będę spadać… Niektóre sny są tak realne, że po przebudzeniu mam łzy w oczach, że to się nie działo naprawdę. Że ta sama osoba, z którą byłam najszczęśliwsza w swoim śnie, w rzeczywistym świecie jest w stanie zranić mnie najmocniej jak się da.
Bolesne przeżycia i wspomnienia blokują mnie. Moje serce i dusza nie są w stanie udźwignąć już więcej trudu i bólu, jaki im zadawałam i zwyczajnie się zamykają. Przed nimi jest znak ZAKAZ WJAZDU. Mój umysł, w połączeniu z sercem, wybiera rozwiązanie: przyjemności. Przyjemności dlatego nimi są, że są proste do znalezienia, łatwo się nimi zadowolić i można bez bólu i zobowiązań dalej iść szukać nowych przyjemności. A stare pozostawić za sobą. Z czasem jednak może okazać się, że coraz trudniej przychodzi mi odróżnienie przyjemności od cierpienia innych. To przecież JA mam się zadowolić, to właśnie JA zostałam kiedyś zraniona, więc teraz mogę odpłacić się innym pięknym za nadobne. Ale czy mogę tak postępować? Czy nie powinnam okazać się choć trochę lepsza od osoby, która mnie skrzywdziła i dać szansę innym? To gorycz i poczucie porażki sprawiają, że czasem nie chcę odpuścić i dalej postępować tak samo bezdusznie jak tamta osoba. A gdyby się nagle okazało, że całkiem niedawno zraniłam bliską mi osobę tylko dlatego, że potraktowałam ją jako „jednorazową przyjemność”? A gdyby się okazało, że ta osoba miała pomóc mi stać się z powrotem tą samą osobą, którą byłam na samym początku? Że dzięki tej osobie zburzę mur do mojego serca i pozwolę mu się zbliżyć? Nigdy nie jest za późno. Z czasem po prostu będzie mi coraz trudniej i ciężej nieść gorycz i ból w sercu.
„(…) jest prawdziwa właśnie dlatego, że sprawia Ci trudności”.
Czemu lina ma dwa końce? Żeby jeden mocno zaczepić o brzeg i powoli ją popuszczać. TA lina nie ma końca. Jest nieskończenie długa. Ale muszę mocno trzymać jej drugi koniec, nie mogę go puścić, bo wtedy może okazać się, że gdyby przyszła burza, nie poradziłabym sobie bez niej. Utonęłabym. Albo dryfowałabym po oceanie, nie widząc z żadnej strony horyzontu. A tą liną są przyjaciele!