Obecnie słucham radosnej muzyki. Takiej, przy której chce się tańczyć, robić dziwne i śmieszne pozy, przy której buzia sama się śmieje. Dzisiaj wznoszę się na wyżyny. Mimo tego, że pada śnieg. Mimo upadków i wypadków. Mimo tego, że chodziłam rozmazana po mieście. Zmarzłam, śnieg zasypał mnie aż po kolana. Ale nie myślałam już o tym jako o czymś złym czy irytującym. Szłam dalej. Ostatnio nie muszę już nosić mp3 i słuchać muzyki bez przerwy. Teraz znajduję radość we wszystkim. No, może prawie we wszystkim.
A wszystko zaczęło się kilka dni temu, kiedy zrobiłam coś, na co normalnie chyba nie byłoby mnie stać. I jestem szczęśliwa, że zdobyłam się na to. Mimo tego, iż chciałabym być bardziej spontaniczna, tym razem postanowiłam przekonać się, czy moja silna wolna wygra.
Na początku liceum, a być może w trakcie I klasy, znalazłam sobie bratnią duszę. Człowieka, który roztaczał wokół mnie pozytywny nastrój, od którego czuć było optymizm, radość życia i niespożytą ilość energii. Do takich ludzi mnie ciągnie. Lubię z nimi przebywać i robię to zupełnie nieświadomie. To był taki Kumpel przez duże K.
Niestety, wszystko co dobre, kiedyś się kończy. A co gorsza, może się źle skończyć. Nawet nie uchwyciłam momentu, kiedy cała nasza przyjaźń posypała się niczym słynny domek z kart. Nie byłoby tak źle, gdybyśmy po prostu siebie unikali. Stało się gorzej. Przepadła ta Osoba, która dla mnie była i jest Kimś wyjątkowym. I tak do połowy trzeciej klasy. Potem coś się stało, coś się wydarzyło. Do dziś nie mam pojęcia co to było, ale po prostu zaczęliśmy się do siebie odzywać. Nie było tak jak na początku.Po prostu koledzy z klasy. Potem wakacje. A potem było już tylko lepiej. Odkąd mieszkamy na jednej ulicy we wrocławiu, jest tak, jak nigdy wcześniej nie było. Spotykamy się tutaj częściej niż przez całe 3 lata liceum. Praktycznie połowa mojej klasy mieszka teraz we wrocławiu, a to z Nim się spotykam najczęściej.
O północy wziąć butelkę wódki, wypić, wypalić kilka fajek, powspominać stare czasy, pośmiać się z głupich i żenujących sytuacji, które miały miejsce na angielskim, pospowiadać się i wiedzieć, że nic nie wyjdzie poza nasz krąg. Bezcenne.
Pomijając to, że czasem każdy ma gorsze momenty to wiem, że zawsze, o każdej porze mogę zadzwonić i zapytać, bo wiem, że nigdy mi nie odmówi: "Haupa, masz czas?"
2 komentarze:
Świetnie, że udało wam się tak odświeżyć tą znajomość:)
oj zazdroszcze Wam! bo mi sie strasznie teskni za Wami i licealnymi latami!i tym żeby wpaść do sąsiada na plotki o północy! ale zdziwił mnie fakt,że po tym jak się tak zawsze żarliście w lo teraz się tak dobrze rozumiecie:D atmosfera Wrocka jednak dobvrze działa na ludzi:)) pozdrawiam Was gorąco ludziska:* 3maj się Aga! ola
Prześlij komentarz