Ktoś kiedyś powiedział, że rodzimy się po to, by dawać od siebie wszystko to, co mamy najcenniejsze innym ludziom. Kto inny, że i tak nic z nas po śmierci nie zostanie. Co wybrać? Czy zrezygnować z bycia dla innych i żyć dla siebie? Czy może całkowicie oddać się innym i żyć tak, aby im było łatwiej i aby to oni dostawali wszystko co najlepsze? Na czym polega więc życie? Przecież tak naprawdę po naszej śmierci zostaną tylko wspomnienia, które bardzo łatwo odchodzą w niepamięć. Więc może powinno się pomagać innym ludziom, żeby było im lżej? Ale kto nam pomoże? Czy w dzisiejszych czasach możemy na kogoś liczyć? Tylko my wiemy, co tak naprawdę chcemy robić i osiągnąć i nikt nam w tym nie pomoże, nawet gdyby chciał. Ale przecież łatwiej jest żyć wśród ludzi, przyjaciół. Ale czy oni naprawdę są w stanie nas zrozumieć? Czy oddadzą życie za to, abyśmy to MY byli szczęśliwi? Czy ktoś zrezygnuje ze swojego życia, aby żyć dla innych? Już nieraz się przekonałam, że nie. Na nikogo tak do końca nie można liczyć. Zawsze przychodzi taki moment, że ta osoba w końcu cię zawiedzie. I co wtedy? Żyć dalej. Przecież życie mamy tylko jedno. Wciąż popełniamy ten sam błąd i zawsze mamy nadzieję, że w końcu ta osoba dotrzyma wierności, nie opuści nas, gdy będziemy jej potrzebować. Co zrobić gdy ta osoba cały czas cię okłamuje? Może problem tkwi w tym, że za bardzo myślimy o tym, co się może wydarzyć. Wtedy najczęściej dochodzi do wielu przykrych sytuacji. Wtedy, gdy bardzo liczymy na coś, najczęściej to się od nas oddala. Wtedy, gdy mi nie zależało na czymś, wtedy to się spełniało. Gdy zaś cały czas myślę o tym, wtedy wychodzi zupełnie na odwrót. Dotyczy to każdej czynności; od zwykłej kolacji dla rodziny, przez zdawanie prawa jazdy, a kończąc na utraconej miłości. A mimo to, że wiem, gdzie leży błąd, dalej go popełniam, bo mam nadzieję, że w końcu wszystko ułoży się zgodnie z moimi oczekiwaniami. Do tej pory nic z tych rzeczy się nie spełniło. Dlaczego innym układa się wszystko? Bo oni nie myślą o tym, aby wyszło jak najlepiej, nie przykładają do tego tak dużej wagi, nie ten, to inny, "co ma być to będzie". I dlatego oni są szczęśliwi. Może w końcu nauczę się, że nie należy tak wszystkim się przejmować. Do tej pory nie wybaczyłam sobie, że kiedyś straciłam coś cennego dla mnie, może nawet najcenniejszego, co kiedykolwiek mi się przytrafiło. A wszystko przez co? Znów to samo. Za bardzo wszystko przeżywałam i przejmowałam się wszystkim. Może po prostu jestem za ambitna, by się poddać? Zawszę walczę do końca, choć bywają sytuacje, że mam dosyć. Gdy ktoś mówi mi, że się na niego wydzieram, to nie dlatego, że ich nie lubię. Po prostu chcę, aby wszystko wyszło jak najlepiej. I wracamy do punktu wyjścia. To jest koło, które kiedyś doprowadzi mnie do upadku.
Może więc na tym polega życie? Żeby walczyć i nie poddawać się? Być może sęk tkwi w tym, aby mimo upadku, powstać. I pozostać sobą.
2 komentarze:
Jezeli lubisz kierowac sie w zyciu tym co "ktos kiedys powiedzial" -to Twoja sprawa.
Ja tam wole uczyc sie na bledach.
Pozdrawiam!
Ja mysle troche inaczej. Widze na przykładzie bliskiej mi osoby, że opłaca się pracować nad własnym życiem i pomagać szczęściu. Tej osobie wszystko świetnie się układa w życiu, ale włożyła w to mnóstwo pracy.
Moim problemem jest to, że żyje życiem innych ludzi, a nie własnym.
Też wszystko bardzo przeżywam i do wszystkiego podchodzę bardzo emocjonalnie. Ale masz rację z ty, że po upadku trzeba próbować wstać. Ja nie potrafie..
Pzdr;**
Prześlij komentarz