piątek, 14 czerwca 2013

Koniec i początek

Po długiej przerwie.

Jak mogę podsumować kończący się właśnie rok akademicki?
Rezygnacja z jednego oznacza początek czegoś nowego. Tak właśnie było. Nowe środowisko, nowe otoczenie, nowi ludzi, wszystko wskazywało na to, że będzie się działo. Będą duże zmiany. I były. To jak zmiana czasu, nagle trzeba przestawić się na zupełnie inny tok, zacząć pracować w innym systemie. Ale było w porządku, nowe wyzwania, nowe znajomości... Poszłam na kolejną z cyklu imprezę, zapowiadało się całkiem nieźle. I bum! Poznałam Go. Zaczął się dla mnie inny świat. Przepełniony słodkim smakiem czegoś nowego, czegoś innego, jedynego w swoim rodzaju. Z początku nic sobie nie obiecywałam, ale nawet nie wiem kiedy, ten stan zaczął się przeradzać w coś głębszego. Nagle okazało się, że trudno mi sobie wyobrazić kilka dni bez Niego. Nagle nie wystarczało mi te kilka godzin spędzonych razem. Po kilku miesiącach wiedziałam, że warto było czekać. Nagle zaczęły się spełniać moje najskrytsze marzenia. I pamiętam naszą rozmowę w drodze na rynek po której uświadomiłam sobie, że to może być TO! Że być może chwyciłam Pana Boga za nogi, że wszystko układa się tak jak powinno, tak jak zawsze tego chciałam. Kupowanie sztućców okazało się czym o wiele ważniejszym niż sądziłam. Słowo "my" nagle zmieniło swoje znaczenie. "Co byś zjadł na śniadanie" oznaczało o wiele więcej niż przygotowanie listy zakupów. Wciąż czasem patrzę na Niego i myślę: "Nie mogę w to uwierzyć!", a gdy zapyta mnie o czym myślałam, mówię "o niczym". Za niedługo kolejny przełom, kolejne wyzwania. Ale będzie dobrze, musi być, bo nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.
A jednak marzenia się spełniają...

Brak komentarzy: