Ułuda i rozczarowanie. Tak najkrócej i najbardziej treściwie mogłabym określić krótki urywek mojego życia. Kilka gorzkich porażek i o wiele więcej szczęśliwych chwil, których nikt mi nie odbierze. Chciałabym pamiętać tylko te dobre momenty, ale to na tych gorszych uczę się jak więcej nie popełniać tych samych wciąż błędów. Czasem przeczuwałam zbliżającą się katastrofę, czasem byłam jej wręcz pewna, lecz to nie spowodowało, że zrezygnowałabym chociaż z jednego radosnego momentu, jednej godziny, kilku chwil, które do teraz i jeszcze zapewne bardzo długo będę wspominać z uśmiechem. Chciałoby się, żeby takie chwile trwały wieczność... Tak by było cudownie... Ale jak stare porzekadło prawi, nie ma wzlotów bez upadków. I chociaż wiem, że to prawdziwe słowa, po tych kilku miesiącach wciąż ciężko mi to do końca pojąć. Wtedy żyłam emocjami, chwilą. Wtedy cieszyłam się na każdy najmniejszy gest. Wtedy, wtedy... Wtedy przegapiłam chwilę, w której coś się mogło zmienić. I choć pragnęłam do tego powrócić, już nie mogłam. Brama się zatrzasnęła. Pozostały wyjątkowe momenty, do których wracam, kiedy tylko mogę.
A teraz? Teraz jestem o krok do przodu. Żałuję, że nie stać mnie jeszcze na podejście do tego wszystkiego bez emocji. Ale prędzej czy później to nastąpi. Wtedy powrócę do punktu wyjścia. Ale czy naprawdę na tym mi zależy? Chyba jednak nie. Wolę czuć lekko przyspieszone bicie serca. Wolę szybciej oddychać. Wolę się uśmiechać... Wolę mieć radość w oczach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz