poniedziałek, 22 listopada 2010

rachunek zysków i strat

Widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć. Dostrzegamy rzeczy, na które wcześniej w ogóle nie zwracaliśmy uwagi. Czy na początku lata naprawdę było tak dużo Audi Q7 na wrocławskich drogach? Nie, było ich mniej więcej tyle samo co miesiąc wcześniej. Po prostu zaczęłam zwracać na nie uwagę. Dlaczego? Może przyciągnęły moją uwagę przyciemniane szyby, które wyglądają nieziemsko w połączeniu z ogólną sylwetką samochodu. Może to ten luksus spowodował, że zaczęłam zatrzymywać wzrok na tym samochodzie. COŚ! Ale po co się nad tym zastanawiać? Po co analizować tak mało istotne kwestie jak ta, dlaczego akurat ten samochód sprawia, że się odwracam. To jest zupełnie nieistotne. Ważne jest tylko to, że on przyciąga moją uwagę.
To samo zjawisko zaobserwowane ostatnimi czasy w moim życiu, zabiera mi mnóstwo czasu. Czasu, który mogłabym poświęcić na coś kreatywnego, twórczego, konstruktywnego. Jestem zła sama na siebie, że nie potrafię nad tym zapanować. Nie potrafię przestać myśleć o tym, co się stało, dlaczego tak się stało. Czy może ta sprawa jeszcze wypłynie nieraz na powierzchnię. Sprawi, że znów stracę kilka dni. Zrobiłam listę plusów i minusów. 2:2. Wniosek jest jeden. Jestem zbyt słaba, by podjąć ryzyko. Za dobrze mi tak jak jest. A jednak... Momentami czuję się tak podle, że wolałabym cofnąć czas o kilka miesięcy i w ogóle nie dopuścić do podobnej sytuacji. Z drugiej strony tak bardzo boję się porażki, że wolę nawet nie próbować. A może bym wygrała? Nie wiem. I ta niepewność sprawia, że opadam z sił. Topnieją mi skrzydła od tego ognia.
Muszę znaleźć powód, żeby się odważyć. Żeby się nie spalić...

Brak komentarzy: